Lapidarium polish version RSS

Amira's favorite quotes & notes

"Everything you can imagine is real."— Pablo Picasso

Homepage
Lapidarium english
Lapidarium notes
A Box Of Stories

Tags:
Twitter

Contact

Archive

Apr
9th
Sat
permalink

Zygmunt Bauman o prawdzie, manipulacji, władzy i kłamstwie (społeczeństwo XXI wieku)

“Współzależność globalna powoduje, że przyczyny naszego położenia wymykają się ludzkiej obserwacji. To tworzy niespotykaną w dziejach przestrzeń dla wielkiego kłamstwa i manipulacji. Kiedyś tyle miejsca na kłamstwa nie było, bo niebezpieczeństwa i sposoby obrony przed nimi pozostawały w oczywistym związku. Jak była zaraza, należało zamknąć drzwi przed obcymi. Jak była powódź, należało wejść na jakieś suche wzgórze. Dziś nie rozumiemy związków między niebezpieczeństwami a naszym działaniem. Dowiadujemy się o nich od mądrych ludzi, którzy piszą w gazetach. Zanieczyszczenie powietrza, przegrzanie planety, dziura ozonowa, źródła koniunktury, przyczyny terroryzmu, powody bezrobocia – to nie są zjawiska poznawalne naturalnymi zmysłami. Opowiadają nam o nich eksperci. Jeśli eksperci nam o nich nie powiedzą, nie wiemy, że wystawiamy się na niebezpieczeństwo. Co więcej – ponieważ w ocenie sytuacji musimy opierać się na zdaniu ekspertów i zwykły człowiek nie ma sposobu ich skontrolowania, można nas dowolnie okłamywać. Eksperci mogą nam wmawiać, że gazy cieplarniane niczemu nie szkodzą, że unilateralizm jest lepszy od budowania wspólnoty międzynarodowej, że istnieje jedyna słuszna droga dalszego rozwoju, że czekolada czy wódka przedłuża nasze życie albo wręcz przeciwnie. (…) 

Każdy może nas okłamywać praktycznie bezkarnie. Kiedyś wiadomo było, że politycy kłamią, więc ludzie szukali prawdy u rozmaitych ekspertów, autorytetów, intelektualistów, mędrców. Dziś eksperci, intelektualiści i mędrcy coraz częściej kłamią równie bezkarnie i lekko jak kiedyś politycy. Więc kiedy słyszymy, że według ostatnich badań jakiś enzym, który jest w jakiejś jadalnej substancji, wydłuża lub skraca życie, to ludzie roztropni od razu pytają: „A kto finansował badania?”. Coraz bardziej powszechna staje się opinia, że jak badania zamówi korporacja producentów tytoniu, to okaże się, że papierosy są zdrowe. Pewnie nie ma już tezy tak absurdalnej, żeby się jej nie dało podeprzeć wynikami badań naukowych przeprowadzonych w uznanych ośrodkach. (…)

Paul Virilio pisze o „bombie informacyjnej”, która jego zdaniem jest groźniejsza dla przetrwania ludzkości niż bomba atomowa, bo uniemożliwia postrzeganie tego, co się dzieje.” „Już diagnoza staje się niemożliwa, a co dopiero racjonalne decyzje!” (…) To jest wszechobecne, potężniejące metakłamstwo współczesnego racjonalnego myślenia.” (…) To jest kłamstwo, które stwarza możliwość kłamliwego pakowania odpowiedzialności do dowolnych pudełek.” (…)

Władza dzisiejsza, by pełnić swoją rolę, potrzebuje legitymacji osadzonej na strachu. Nie może to być strach kosmiczny, jak w starożytnym Egipcie – bo nasza władza jest świecka. Konieczny jest strach oficjalny. Władza stając przed obywatelem musi móc mu powiedzieć: „To my chronimy cię przed niebezpieczeństwami, które na ciebie czekają. Tylko podporządkowując się dyktowanym przez władzę regułom naszej społeczności możesz być bezpieczny!”. Ale przed czym ta władza ma nas dzisiaj chronić? Kiedyś niebezpieczeństwa świata były bardzo realne. Groźne były żywioły, zwierzęta, obcy ludzie. Władza miała ludzi przed tym wszystkim ustrzec. Potem doszły cykle ekonomiczne, kryzysy, bezrobocie. Od czasów Bismarcka państwo brało na siebie obronę przed kolejnymi groźbami, aż po II wojnie przybrało postać państwa socjalnego, które wszystkim zapewniało minimum egzystencji i ubezpieczało jednostkę na wypadek jednostkowych nieszczęść – choroby, bezrobocia, kalectwa, biedy i starości. Państwa dwudziestowieczne były poniekąd politycznie sygnowanymi polisami ubezpieczeniowymi… Ten model się kończy.

Współczesne państwo nie umie już ubezpieczyć swoich obywateli od osobistych nieszczęść. Nie ma na to zasobów ani ochoty. Ceduje odpowiedzialność na siły rynku i przemyślność jednostki. Kto nie da sobie rady, staje się „ludzkim odrzutem”. Świat współczesny jest światem „spisywania na straty”. Co jest nieprzydatne albo co się znudzi – zostaje wyrzucone. Najpierw coraz obficiej trafiały na śmietnik rzeczy. Teraz trafiają tam ludzie, kategorie społeczne, narody, kontynenty. „Odpadem globalizacji” stała się Afryka. Gdy zmieni się wiatr polityki albo gospodarki, każdy z nas niemal z dnia na dzień może stać się odpadem. I coraz mniej można liczyć, że ktoś nas przed tym uchroni. A zwłaszcza że pomoże nam państwo. Ryzyko życiowe jest prywatyzowane i indywidualizowane. (…)

Ludzie pozbawiani security łatwiej godzą się na ograniczenia tłumaczone potrzebą ochrony ich safety. Obserwowałem reakcje tysięcy ludzi koczujących na londyńskim lotnisku, gdy po terrorystycznym alarmie wstrzymano loty do Stanów Zjednoczonych. Nikt nie złorzeczył, ludzie czekali potulnie. Z podziwem i wdzięcznością mówiono o władzy, która wstrzymała loty. To nic, że ludzie stracili wakacje albo interesy, z powodu których lecieli do Ameryki. Wszyscy byli szczęśliwi, że władza o nich zadbała. „Strach myśleć, co by to było, gdybyśmy znaleźli się w samolocie razem z terrorystą?!”. Fakt, że żaden terrorysta nie został zatrzymany i nie ujawniono żadnych wiarygodnych poszlak, iż coś komuś groziło, nie zmniejszył obywatelskiej wdzięczności. (…)

Nie wiem, czy jest kłamstwo. Ale wiem, że jest nowa przestrzeń dla kłamstwa i manipulowania ludźmi. Nie wiem, czy terroryści rzeczywiście coś zaplanowali. Nie wiem, czy władza miała jakieś wiarygodne sygnały. Ale wiem, że gdyby władza sama wymyśliła ten alarm, tak jak Stalin wciąż wymyślał kolejne kontrrewolucyjne spiski, to niemal bez wysiłku zdobyłaby wdzięczność ludzi. Tego sprawdzić się praktycznie nie da. Ryzyko tym się różni od innych zagrożeń, że jest niewidoczne, trudne do obliczenia i w końcu niesprawdzalne. (…)

Wierzę, że władza walczy z terrorystami, ale czuję, że nadużywa – być może nadużywa świadomie – strachu, który wywoływany jest przez terroryzm, by zatrzeć inne, mniej chlubne aspekty swojej działalności. Czy czołgi otaczające londyńskie lotnisko stały tam po to, by zwalczać terrorystów? Czy może raczej po to, żeby wzmocnić poczucie zagrożenia i obywatelską wdzięczność wobec władzy, która ludzi ochrania i której zawdzięczają życie? Wyobraża pan sobie użycie czołgu do szukania kobiety, która ma na sobie materiał wybuchowy i chce wysadzić samolot w powietrze? W walce z porywaczami czołg jest mało skuteczny, ale robi wielkie wrażenie na przerażonych ludziach. „Troszczą się o nas, dbają o nas, bronią nas, zawdzięczamy im życie. (…)

Mówię o nieprzenikliwości przyczyn zagrożenia safety, o rosnącej trudności w dochodzeniu do prawdy, o coraz szerszym polu dla posłużenia się kłamstwem. Czy w obliczu kryzysu legitymizacji władzy wynikającego z procesów globalnych, państwo nie ma tendencji do wytwarzania poczucia zagrożenia w sferze, w której czuje się nieco pewniejsze i może pokazać, że więcej umie zrobić? (…)

To dla socjologa jest zasadnicze pytanie. Na ile zmieni się świat, w którym ludzie przestaną mieć nadzieję na security i zogniskują uwagę na safety? Jak będą żyli, gdy ich uwaga skupi się na kupowaniu coraz lepszych alarmów, stalowych drzwi, zamków, kamizelek kuloodpornych, masek gazowych i czego tam jeszcze… Rzecz jasna mimo tej krzątaniny źródła niepokojów i napięć pozostaną nietknięte. Natomiast uruchomi się mechanizm samonapędzający – im więcej strachu, tym więcej krzątaniny wokół alarmów i zamków. Im więcej tej krzątaniny, tym przemożniejszy strach.

Strach niełagodzony będzie szukał źródeł i będzie potrzebował coraz to nowych obiektów, na których, przynajmniej chwilowo, może się wyładować. Tu groźnym efektem ubocznym są napięcia międzyetniczne czy międzykulturowe. W wieloetnicznych społeczeństwach dzisiejszego Zachodu oznacza to erozję zaufania i społecznej spójności. Tu już nie ma żartów. Dochodzimy do jądra tożsamości społeczeństw, demokracji i politycznej struktury opartej właśnie na spójności oraz na zaufaniu. A końcowy rezultat jest taki, że strasznie mało się robi, żeby nas przygotować do życia na zglobalizowanej planecie i bezpiecznego współżycia. (…)

Tu bym sięgnął do Arystotelesa, który pisał, że dochodzenie prawdy odbywa się na agorze, czyli w sferze publicznej. Tam się ustala relacja między tym, co on nazywał oikos (czyli sprawy prywatne) i ecclesia (siedlisko spraw wspólnych). Na agorze prywatne potrzeby były przez wieki przekładane na dobra publiczne, a interesy publiczne były przekładane na język indywidualnych praw i obowiązków. W ten sposób dyskursywnie dociekano prawdy, ustalano to, co społeczność przyjmowała za poprawną reprezentację rzeczywistości. Takiej agory dziś nie ma. Na dzisiejszej agorze ludzie spowiadają się głównie ze swoich jednostkowych przeżyć. „To mi się udało”. „To im się nie udało”. „To było miłe”. „To było przykre”. Dyskurs zamyka się w obrębie horyzontu jednostki. Obraca się wokół tego, co człowiek może sam zobaczyć i przeżyć. Co możemy pomacać, posmakować, powąchać. Doświadczeniom wspólnotowym zabrakło „bazy materialnej” czy społecznego mechanizmu, który by im pozwolił się skrystalizować i torował drogę do prawdy ponadjednostkowej, wspólnej, obiektywnej. (…)

Ktoś kiedyś trafnie powiedział, że konsument jest wrogiem obywatela. Obywatel jest zainteresowany prawdą o ponadjednostkowym społecznym walorze, bo szuka samospełnienia we wspólnocie, do której należy lub którą pragnie powołać do życia. Konsument jest zainteresowany tylko zaspokojeniem osobistych pragnień. Nie myśli o kłamstwie i prawdzie. Używa tylko kategorii użyteczności, przyjemności, uciechy. W świecie konsumentów zrywa się komunikacja między ecclesie i oikos. Osoby publiczne zapewniają nas nawet, że sprawiedliwość to jest puste pojęcie wymyślone przez ideologów, że realnie istnieją tylko interesy jednostek i że – jeśli nawet termin „społeczeństwo sprawiedliwe” coś znaczy – to chodzi właśnie o sprzyjanie prywatnym interesom. Ale jeżeli istnieją tylko interesy, to jak mamy dochodzić do prawdy? Jaka ogólna prawda jest możliwa w świecie interesów? (…)

Prawdy, decydujące o naszych wspólnych losach, nie nadają się do ustalania czy weryfikowania przez prokuratorów, sędziów i komisje śledcze. Ich ustalanie wymaga agory. A agora znika. (…)

Im płytsze i bardziej zdawkowe przerzucanie się informacją, im mniej okazji do poważnej dyskusji, tym większa szansa, że utoniemy w kłamstwie. Stoimy przed wyborem – i także od nas zależy, co dalej z nami będzie.”

— prof. Zygmunt Bauman (socjolog, filozof, eseista, jeden z twórców koncepcji postmodernizmu) w rozmowie z Jackiem Żakowskim, Polityka NUMER 52/2004 (2485) XII.2004

Zobacz także: Jak żyć ze złem - Żakowski o dylematach w polityce