Lapidarium polish version RSS

Amira's favorite quotes & notes

"Everything you can imagine is real."— Pablo Picasso

Homepage
Lapidarium english
Lapidarium notes
A Box Of Stories

Tags:
Twitter

Contact

Archive

Dec
18th
Sun
permalink

Václav Havel: To była rewolucja artystów

      

“Często podczas tych rozmów mówiłem, że w warunkach totalitarnych szalenie trudno zajrzeć w głąb społeczeństwa, które z zewnątrz wygląda jak lojalny wobec władzy monolit, ale ów monolit spaja głównie strach, więc w istocie może on być znacznie bardziej kruchy, niż się wydaje na pierwszy rzut oka. I że nikt nie ma pojęcia, kiedy jakaś przypadkowa kula śniegowa może spowodować ogromną lawinę. Taka świadomość nie była co prawda jedynym czy głównym motorem naszych ówczesnych poczynań, ale jednak mieliśmy takie odczucia.

Nauka, jaka z tego płynie, jest oczywista: nigdy nie powinniśmy być pewni, że zrozumieliśmy wszelkie prawa historii i potrafimy bezbłędnie przewidywać, co nadejdzie. (…)

Przed 20 laty czechosłowacka kula śniegowa - jaką była listopadowa masakra studentów - zmieniła się w lawinę [17 listopada 1989 r. milicja brutalnie spacyfikowała demonstrację na praskim placu Wacława - ten dzień to początek aksamitnej rewolucji]. I nagle cały system totalitarny runął jak domek z kart.

Przyczyniło się do tego wiele elementów - od głębokiego kryzysu reżimu, poprzez wydarzenia w sąsiednich krajach, aż po sprzyjającą sytuację międzynarodową. Mimo to dziwiliśmy się, jak szybko i względnie łatwo wszystko poszło. Dziwili się nie tylko zachodni dziennikarze, ale i my sami. Nie spodziewaliśmy się, że zmiany nadejdą tak szybko.

Okazało się, że dysydenci nie byli wcale lepiej przygotowani niż zachodni dziennikarze i politologowie. My także nie potrafiliśmy właściwie ocenić sytuacji, nie widzieliśmy i nie rozumieliśmy ukrytych ruchów zarówno w sferze władzy, jak i w społeczeństwie, więc nie byliśmy w stanie przewidzieć ich skutków. Staraliśmy się zachowywać jak wolni ludzie, mówić prawdę i dawać świadectwo sytuacji w naszym kraju, ale nie pragnęliśmy władzy. W ogóle nie przyszło nam do głowy, że to właśnie my - uważający siebie najwyżej za rzeczników społeczeństwa - nagle otrzymamy całą władzę w państwie.

Przyjęliśmy ją onieśmieleni i zakłopotani, bo nie było innego wyjścia.

W tym momencie zdarzyła się ciekawa rzecz: wielu z tych, którzy przez całe lata się nie wychylali i w milczeniu podporządkowywali się reżimowi, a także tych, którzy nasze wcześniejsze wysiłki uważali za nieodpowiedzialne szaleństwo, teraz nagle zaczęło nas krytykować za to, że nie byliśmy gotowi. Pytali: dlaczego już od dawna nie macie napisanej nowej, demokratycznej konstytucji? Dlaczego nie dogadaliście się w sprawie nowej ordynacji wyborczej? Dlaczego jeszcze nie macie napisanych ustaw, w tym kluczowych, tworzących prawne ramy gigantycznej prywatyzacji, jaka czekała nasz kraj? Czemu nie macie przygotowanych programów różnych partii politycznych, niezbędnych, by mógł funkcjonować pluralistyczny system polityczny? (…)

Tak, dysydenci byli profesorami, malarzami, pisarzami czy palaczami w kotłowniach - tylko nie politykami. Bo skąd w warunkach totalitarnych miałaby się wziąć jakaś alternatywna ekipa polityków? A potem już tylko się dziwiliśmy, czym musimy się zajmować.

Mimo to sądzę, że to dobrze, że nie byliśmy przygotowani na historyczne przemiany, na ich przyśpieszone tempo. Kto jest zbyt dobrze przygotowany, ten z reguły budzi moje podejrzenia. (…)

Historii nie przyśpieszysz

Okazało się, że w ciągu kilku godzin czy dni absolutnie nie da się przemyśleć, przygotować i wprowadzić w życie wszystkich niezbędnych reform, że każdy projekt otwiera i musi otwierać przestrzeń do niekończących się debat, że trzeba przebrnąć przez góry przeciwstawnych argumentów, w skomplikowany sposób szukać niezbędnego poparcia, pokonać tysiące przeszkód, łącznie z tą najpoważniejszą: wciąż istniejącą demoralizacją społeczną, dla której odzyskana wolność i bezprecedensowa zmiana własności majątku stworzyły nowe okazje.

Przypominam sobie, jak w pierwszych miesiącach i latach mego prezydenckiego życia byłem wręcz chorobliwie niecierpliwy, jak bardzo się irytowałem, że niczego nie da się załatwić od ręki i wszystko trwa tak koszmarnie długo. To było dla mnie, a z pewnością nie tylko dla mnie, chyba największe zaskoczenie: że co prawda na historię można mieć jakiś wpływ, ale w żaden sposób nie da się jej przyśpieszyć. (…)
Ale wiem również to, o czym właściwie przez cały czas tu mówię: że cierpliwość się opłaca. Opłaciła się nam jako dysydentom, podobnie jak wtedy, gdy mozolnie budowaliśmy demokratyczne państwo. Wiadomo przecież, że trawnik nie wyrośnie w ciągu jednej nocy. Czasem to irytujące, ale wszystko ma swój czas.
Trwale podzielona Europa - to byłoby fatalne. W naszej części kontynentu mógłby rozplenić się nacjonalizm i jego gwardie, co dzieje się niemal wszędzie, gdzie teren jest niestabilny. Zachodowi i reszcie świata przysporzyłoby to z pewnością więcej kłopotów, niż ma obecnie z nami. W dodatku zaraza coraz bardziej by się rozprzestrzeniała. Więc cierpliwość ewidentnie ma sens.

Niecierpliwość może prowadzić do pychy, a pycha - powodować niecierpliwość. Przez pychę rozumiem butne przekonanie, że tylko ja wiem wszystko i tylko ja zrozumiałem historię, więc potrafię bezbłędnie przewidywać bieg wydarzeń. A jeśli toczą się one inaczej, niż przewidziałem, muszę interweniować. Choćby nawet przemocą.

Taki był przypadek komunizmu. Pewność siebie i pycha jego teoretyków i realizatorów prowadziła w końcu do Gułagu. A przecież na początku było przekonanie, że wreszcie wiemy, jak to jest, i dzięki temu potrafimy zbudować bardziej sprawiedliwy świat. Po co tracić czas na jakieś tłumaczenia? Ci, którzy potrafią i wiedzą jak, muszą natychmiast w interesie ludzkości stworzyć ten świat bez względu na to, co ludzkość o tym myśli. Dialog to strata czasu, a gdzie drwa rąbią…

Trzeba pokory

Kiedy upadła żelazna kurtyna i przestał istnieć dwubiegunowy podział świata - co do tej pory uważaliśmy za główne przyczyny wszelkiego zła - były to niewątpliwie wydarzenia historycznej wagi. Skończył się gwałt i odsunęło się niebezpieczeństwo wybuchu III wojny światowej. Niektórzy w pierwszych chwilach mogli nawet myśleć, że skończyła się historia i nastała jakaś piękna bezczasowość.

Ale był to tylko przejaw niezrozumienia tajemnic historii albo wyraz braku wyobraźni. Nie nadeszła żadna bezczasowość. Minęło co prawda kilka wielkich niebezpieczeństw, ale spod rozbitej, dwubiegunowej skorupy wyłoniło się wiele nowych, choć pozornie mniejszych zagrożeń. Lecz czy w epoce globalizacji któreś z zagrożeń można uznać za niewielkie?

Dawniej wojny światowe rodziły się w Europie, która przez długi czas była cywilizacyjnym centrum świata. Czy możemy mieć pewność, że stale tak musi być? Czy w czasach, gdy niemal każdy dyktator może zdobyć bombę atomową, nie jest możliwe, że jakiś poważniejszy konflikt regionalny przerodzi się w ogólnoświatowy? Czy dziś terroryści nie mają nieskończenie więcej możliwości, niż mieli kiedykolwiek wcześniej? (…) Czy nie rodzą się nowe pokolenia fanatyków, ludzi opętanych nienawiścią, którym nasze czasy pozwalają na skuteczniejsze działanie niż w przeszłości? Czy codziennie nie dokonujemy setek ingerencji w życie naszej planety mających dla niej katastrofalne i nieodwracalne skutki?

Wydaje mi się, że dziś chyba najważniejsze jest - a obserwacje czy osobiste doświadczenia ostatnich dziesięcioleci wciąż na nowo mnie w tym utwierdzają - zachowanie pełnego pokory stosunku do świata i szacunku wobec tego, co nas przerasta, a także uświadomienie sobie, że istnieją tajemnice, których nigdy nie pojmiemy. Powinniśmy sobie uświadomić, że co prawda musimy brać na siebie odpowiedzialność za świat, lecz nie możemy jej opierać na przekonaniu, że wiemy wszystko, a więc i to, jak to wszystko się skończy. W istocie nie wiemy niczego, choć nadziei nikt nas nie może pozbawić.

Zresztą życie, w którym w ogóle zabrakłoby niespodzianek, stałoby się chyba strasznie nudne.”
 
Václav Havel, czeski pisarz i dramaturg, aktywista, polityk, pierwszy prezydent Republiki Czeskiej, (1936-2011), Przemówienie wygłoszone 22 października br. z okazji wręczenia mu doktoratu honoris causa Instytutu Studiów Politycznych w Paryżu cited in Havel: To była rewolucja artystów, Gazeta Wyborcza, 16.11.2011 (Photo Vaclav Havel, ©2000 Eddie Adams)