10th
Wilhelm Heitmeyer: Strzeżmy się pogardy

“W Anglii mamy do czynienia z silnie podzielonym społeczeństwem klasowym. Nie chodzi tylko o materialne warunki życia. Nie mniej ważna jest niesamowita pogarda, z jaką traktuje się najniższe warstwy. Niektóre grupy społeczne nie są przez elity i opinię publiczną w ogóle dostrzegane. Tymczasem upadek klasy robotniczej jest w dużej mierze efektem polityki i modelu brytyjskiego kapitalizmu.
Kolejne rządy stawiały przede wszystkim na sektor finansowy, w przekonaniu, że to usługi bankowe są najlepszym motorem wzrostu gospodarczego. Tradycyjne, produkcyjne branże przemysłu całkowicie zaniedbano. A to właśnie w nich młodzi ludzie o niewysokich kwalifikacjach mogą znaleźć zatrudnienie, a przez to możliwości integracji i uznania w społeczeństwie. Procesy segregacji, gettoizacji i upadku norm, o których teraz tyle się mówi, mają w tym swoje źródło. Tym bardziej że przez wiele lat obcinano fundusze na edukację i pracę z młodzieżą. (…) To wszystko składa się na dezintegrację społeczną, generuje materiał wybuchowy. (…)
Dziesięć lat temu napisałem tekst analizujący zjawisko autorytarnego kapitalizmu. W związku z globalizacją gospodarka i kapitał zyskały ogromne możliwości kontroli nad społeczeństwem, podczas gdy polityka narodowa je straciła. Autorytarny kapitalizm nie ma żadnego “interesu” w społecznej integracji. Jeśli w tym samym czasie następuje osłabienie państwa opiekuńczego, którego główna funkcja polega przecież na łagodzeniu napięć, to kryzys systemowy jest niemal nieunikniony. Właśnie z nim mamy dzisiaj do czynienia. (…)
Mechanizmy integracji społeczeństwa są bardzo złożone. Pierwszy wymiar to dostęp do rynku pracy, możliwości zdobycia wykształcenia, udział w konsumpcji. Tu chodzi nie tylko o obiektywne kryteria - posiadanie pracy i pieniądze - ale także o kwestię uznania i dowartościowania w społeczeństwie. Jaka pozycja zawodowa i materialna daje poczucie akceptacji i uznania? To pytanie ma ogromne znaczenie.
Drugi obszar, w którym rozstrzyga się kwestia społecznej integracji, to możliwości udziału obywatela lub grupy społecznej w rozwiązywaniu dotyczących ich konfliktów. Czy mają możliwość formułowania swoich postulatów? Tylko ten, kto dysponuje głosem i zostaje wysłuchany, może mieć poczucie moralnego uznania. Trzeci wymiar to najbliższe otoczenie i płynące z niego wsparcie dla jednostki.
To niezbędne warunki spójności społeczeństwa. Składają się na poczucie sprawiedliwości, solidarności i równego dostępu. Jeśli nie są spełnione, porządek społeczny się chwieje. Tam, gdzie możliwości uznania i dowartościowania nie są zagwarantowane, powstaje potencjał konfliktowy. Przemoc staje się metodą zwrócenia na siebie uwagi i zdobycia brakującego uznania ze strony innych.
Najgorsza jest świadomość marginalizacji. Instytucje polityczne wprawdzie istnieją, ale nie dają obywatelom poczucia, że są dostrzegani. Brytyjski politolog Colin Crouch nazwał ten stan trafnie postdemokracją. Rozruchy w Anglii to próba powiedzenia “My tu jeszcze jesteśmy!”. To nie demonstracja polityczna, tylko walka o życie - nie w sensie materialnym, ale miejsca w społeczeństwie. (…)
Zamieszki karmią się zawsze obrazami wroga utrwalonymi w społeczeństwie. W Anglii jest nim policja, często oskarżana o rasizm. Także we Francji gwardia narodowa i specjalne jednostki policji biją wszystko, co się rusza i ma nieco inny kolor twarzy. Polityka deeskalacji, którą stosuje niemiecka policja, znacznie się różni od podejścia w tamtych krajach. To także wyjaśnia, dlaczego napięcia społeczne nie skutkują takim wybuchem. (…)
Jeśli moralny upadek jest przyczyną kryzysu społecznego, to dotyczy on także warstw wyższych. Skandale w klasie politycznej i destrukcyjne społecznie machinacje elit finansowych są tego dowodem. Trudno wymagać od dołów społecznych tego, co nie obowiązuje na górze. Tylko ten, kto cieszy się społecznym uznaniem, jest zainteresowany stabilnym porządkiem społecznym. (…)
Wybitny socjolog Niklas Luhmann mówił, że im więcej mówimy o moralności, tym mniejsze są szanse porozumienia. Ten, kto czuje, że się nim gardzi albo go ignoruje, nie musi w ogóle myśleć o następstwach, jakie jego działania mają dla wspólnoty czy państwa. Rządzące nimi zasady stają się dla niego obojętne. (…)
Q: Czy można jednak z szacunkiem odnosić się do ludzi, którzy plądrują sklepy i palą domy?
To procesy, które trwają od lat i teraz zbieramy ich owoce. Ale elity bardzo często dodatkowo podgrzewają emocje. W 2005 roku, kiedy wybuchły rozruchy na przedmieściach francuskich miast, ówczesny minister spraw wewnętrznych Nikolas Sarkozy mówił o “robactwie”, sugerując, że trzeba je wytępić. Cameron tak daleko nie idzie, ale potępiając “kryminalistów”, także dokonuje ryzykownego zabiegu. Ci młodzi ludzie w większości nie wybrali sobie warunków, w których żyją. Funkcjonują w społeczeństwie klasowym, w którym umowa społeczna została wypowiedziana. To nie usprawiedliwia ich przemocy, ale pokazuje głębsze jej podłoże.
Poczucie wspólnoty, kolektywu, które powstaje w takich rozruchach, jest sposobem przezwyciężania własnej niemocy w indywidualnym życiu. Polityka w stylu Camerona tylko ten efekt wzmacnia. Etykietowanie wszystkich uczestników zamieszek jako “kryminalistów” natychmiast wywołuje odruch solidarności między prawdziwymi przestępcami a tymi, co tylko się przyglądali. To nie jest metoda na rozwiązanie problemów, raczej prowadzi do eskalacji. (…)
Nieadekwatność represji polega też na tym, że w przyspieszonych postępowaniach sądy skazują na kilkumiesięczne kary więzienia zarówno prawdziwych sprawców, jak i obserwatorów. To kumulacja nowego materiału wybuchowego. Polityka “zero tolerancji” według nowojorskich wzorców na dłuższą metę nie pomoże, bo nie wpływa na zmianę sytuacji społecznej, która doprowadziła do wybuchu.
Q: Jakie są dzisiaj polityczne możliwości zapobieżenia systemowemu kryzysowi społeczeństwa, o którym pan mówi? Znany politolog Herfried Münkler powiedział mi niedawno, że podczas gdy wiek XX był w Europie Zachodniej stuleciem integracji społecznej, to wiek XXI stać będzie pod znakiem rozpadu i dezintegracji.
Nie ma żadnego cudownego rozwiązania tych problemów. Znowu powołam się na Luhmanna. Mówił on, że wielu konfliktów nie da się po prostu rozwiązać, można je tylko trzymać w pewnej równowadze. I to jest dzisiaj główne zadanie polityki. Choćby podstawowy konflikt między wolnością a więziami społecznymi: wybitny socjolog Ulrich Beck pisał już dawno temu, że kryzys społeczeństwa jest w równej mierze wynikiem rozwoju kapitalizmu, jak procesu indywidualizacji. Za jego sprawą człowiek wyzwala się z pęt środowiska, z ograniczających go norm i kontroli. To prowadzi do ogromnego przyrostu wolności, lecz także nowych problemów.
Młodzi ludzie mogą - i muszą - podejmować dzisiaj decyzje w wielu sprawach, które w moim pokoleniu były jeszcze regulowane obowiązującymi wszystkich normami i wartościami. Nacisk na elastyczność i mobilność, będący skutkiem obecnej formy kapitalizmu, niszczy ludzi i powoduje, że są niezdolni do życia społecznego. To wszystko prowadzi do dezintegracji. (…)
Dawna republika federalna była społeczeństwem awansu. Syn ślusarza stawał się inżynierem - takie było oczekiwanie i takie możliwości dawał system edukacji i rynek pracy. Ale winda społeczna nie idzie już do góry. Struktury społeczne są coraz bardziej sztywne. Badania wskazują raczej na odwrotny kierunek społecznej mobilności - w dół, czyli degradację.
Ten proces następuje w różnym tempie, ale dotyczy całej Europy. Różnica między Hiszpanią a Anglią jest np. taka, że w Hiszpanii lepiej funkcjonują jeszcze struktury rodzinne jako siatka bezpieczeństwa. W Anglii sytuacja pod tym względem jest katastrofalna. Dowodem niezwykle wysoka liczba nastolatek samotnie wychowujących małe dzieci. We Włoszech z kolei kryzys społeczny objawia się niezwykle wysoką liczbą młodych mężczyzn, którzy nie wyprowadzają się z rodzinnego domu. To samo dotyczy Niemiec wschodnich.
Wszędzie podłoże jest podobne. Młode pokolenie ma przecież w pamięci, że rodzice dokonali skoku społecznego. Właśnie dlatego kwestie prestiżu i uznania stają się w życiu codziennym zarzewiem konfliktu. To oczywiste, bo żyjemy porównaniami. Kiedy idziemy na przyjęcie, pierwsze pytanie brzmi: nie jak się nazywasz, tylko gdzie pracujesz. W ten sposób szufladkuje się ludzi, daje im poczucie godności lub - przeciwnie - niedowartościowania.
Q: Awans społeczny nie działa, państwo opiekuńcze jest za drogie, rodzina w kryzysie, nierówności materialne rosną. Gdzie są jeszcze siły zdolne integrować społeczeństwo?
- Ja także nie mam odpowiedzi na to pytanie. Bodaj najważniejszym wyzwaniem jest stworzenie nowej kultury uznania. Poczucie niesprawiedliwości i brak uznania ze strony reszty społeczeństwa są paliwem procesów dezintegracyjnych, konfliktów i przemocy.
Dzisiaj niezwykły nacisk kładzie się na szkołę. Wyniki międzynarodowych porównawczych badań kompetencji uczniów PISA są zawsze na pierwszych stronach gazet. To zrozumiałe. Ale gdzie mają znaleźć uznanie młodzi chłopcy, którzy w tej konkurencji sobie nie radzą? Jeśli liczy się wyłącznie Pitagoras i tabliczka mnożenia, to jest prawdziwy problem. Dzisiaj wartość mają tylko te osiągnięcia, które znajdują od razu praktyczne zastosowanie, które można wykorzystać. Reszta się nie liczy. Tymczasem młodzi ludzie chcą uznania ze strony rówieśników, szkoły, społeczeństwa za wszelką cenę. Jeśli go nie otrzymują, to szukają go w przemocy, jak to widać na brytyjskich ulicach.
Dlatego właśnie nowa kultura uznania jest tak ważna. Weźmy pracę społeczną. Dzisiaj nie cieszy się żadnym szacunkiem. Ludzi, którzy ją wykonują, od razu uznaje się za ostatnich nieudaczników. To błąd. W wielu zacofanych regionach ludzie o wysokich kwalifikacjach nie mają i tak żadnych szans na pracę adekwatną do ich wykształcenia. Pracując społecznie, mogą zrobić bardzo dużo pożytecznego. Ale tego się nie honoruje.
W szkołach w USA niezwykłe poważanie mają ci, którzy wyróżniają się w sporcie. Chłopiec, który świetnie gra w piłkę nożną, na każdym kroku słyszy, że jest “great”. Dla dzieci i młodych ludzi ma to ogromne znaczenie. W Niemczech, kiedy chłopcy tureckiego pochodzenia błyszczą na boisku, słyszą w szkole, że “Mehmet potrafi tylko grać w piłkę”. To jest forma subtelnej deprecjacji, która ma fatalne skutki. Stworzenie ludziom nowych możliwości dowartościowania jest jednym z najważniejszych celów, jeśli chcemy zapobiec dalszej dezintegracji.”
— Wilhelm Heitmeyer (ur. 1945) - niemiecki socjolog, dyrektor Instytutu Badań Konfliktów i Przemocy na uniwersytecie w Bielefeld. Autor wielu ważnych badań na temat ksenofobii, konfliktów społecznych i przemocy w społeczeństwie, Strzeżmy się pogardy, Gazeta Wyborcza, 22.08.2011 (Illustration source)